MAPI
maj 16, 2009
na machupicchu mozna dostac sie na wiele sposobow,, trekujac , pociagiem co jest bardzo drogie, autobusami taniej i mozna kombinowac! sam wjazd na mappi kosztuje 40 dolkow wiec impreza nie jest tania !
w zwiazku z tym postanowilam ,,wlamac ,, sie na mapiego z dwojka brazylejro! Wago- z ktorym pracowalyi traktowalysmy jak syna
oraz z Rodrigo kolesiem ktory sprzedal sklepik oferujacy fajeczki, bibulki ,lufki i reszte osprzetu do jarania i wyruszyl samochodem w trase po ameryce poludniowej!

…..
pociag w hidroelektrica- tylko do tego miejsca mozna dojechac samochodem.
potem mozna przesiasc sie w pociag ale to droga impreza jak wspomnialam-

my jak i spora ilosc izraeli poszlismy torami….jakies 3 godzinki w deszczu…
do aquas calientes dotarlismy poznym wieczooren mocno przemoknieci!
pobudka o 2 wnocy ! szybka kawka i przygotowanie san pedro do termosu. rozkosz zalozenia mokrych butow i skarpet -ruszylismy! wspinalismy sie po schodach jakies 2godziny do bram machuipcchu. inkowie mieli cos chmmm…. ze schodami – wszedzie schody! i wcale nie latwo po nich wspinac sie bylo!
jakies 15 min przed dotarciem do bram trzeba bylo zasic latarki coby straznicy nas nie przyuwazyli potem najbardziej dramatyczna czesc przygody;
przelazenie-obchodzenie bokiem glownego wejscia czyli przedzieranie sie w kompletnych ciemnosciach przez super gesty las ,zarosla -dzungle ! myslalam ze nie dam rady…po tym jak wago sie poslizgna i zjechal po bardzo stromym zboczu mialam juz niezlego cykora…. zrobilam to tylko dlatego ze bylo ciemno i nic nie widzialam!!!
potem dalsza wspinaczka do pierwszego punktu widokowego coby zakotwiczyc i doczekac do wschodu slonca….

stalismy tam mokrzy w deszczu ze 3 godziny….ale wschod slonca byl magiczny…


jesli chodzi o samo zwiedzanie to ludzie laza na ta gorke w tle,wayna picchu (2690)-tlok straszny ,wpuszczaja tam tylko 400 osob dziennie a w zwiazku z tym ze my TLOKU nie lubimy wspielismy sie na machupicchu (3048) gore ,ktora jest raczej wyzsza! droga znowu straszna -kolejne 3godziny wspinaczki po kureskich schodach…..

schody na machupicchu w chmurach…
miasto w chmurach…
widok na doline rzeki urubanba -tez w chmurach
……..wiecej schodeczkow….

no i macie mapiego w calej krasie i okazalosci!

ja w stroju hipisa…. jak zauwazyla KATARZYNKA przez ostatnie tygodnie pobytu w kusko zaniedbalam sie troszke…powiedziala ze wygladam jak kloszard…. i cos w tym jest jak patrze na foty…

gora machupicchu w tle
po zejsciu w dol bylismy wykonczeni !!! jako ze chlopcy byli tam wczesniej – dla wago byl to trzeci raz na machupicchu- byli wielce zdziwieni ze che isc w ruiny i zrobic pare fotek…

generalnie mapi to kupa kamieni…. tyle tylko ze polozona w przepieknym , nagicznym miejscu!!! gory ,widok dookola zapiera dech w piersiach! natomiast szwedanie sie po ruinach to katastrofa! wiecej ludzi niz na monciaku w sezonie… ledwo aparat moglam wyjac bo taki scisk a wyobrazcie sobie jak w takich warunkach zrobic fajna fotke….
widoki piekne z kazdego miejsca !






ollayttantttambo
powycieczjacej wedrowce w dol dotarlismy do ollatantambo i utknelsmy na 36 godzin… strajk una, tym zdieciu tankujemy!
lima otra vez
maj 12, 2009
,,,,,pozegnalam Katarzyke na lotnisku i zniknela…..
teraz siedze przy kompie i prubuje sciagnac program do zdiec a internet wolniuski tu oj wolniuski..
tak wiec zeby po kolei wszystko bylo,
(niestety uzywamlaptopa z hinska !!!! klawiatura i nie moge ustalic gdzie jest wiekszosc znakow min, myslnik lub dwukropek )
tak wiec bedac w cusci zrobilam wypad z dziewczynkami do puno i titikaka, zdiecia zamieszczone!
potem manu,dzungla zdiec na razie nie mam,
no i przed wyjazdem machupicchu, zdiecia beda w tym tygodniu! obiecuje! jakowoz czekam w limie na alexa to mam 5 dni aby wywalczyc program z sieci i zaladowac foty!
opuscilysmy cusco ze zlamanym sercem 19 kwietnia udalysmy sie do yuakachiny, zdiecia beda! potem lima , mancora, huaraz i znowu lima.
zdiecia beda!
mam nadzieje ze rowniwz uda mi sie uaktualnic mape.
tymczasem wszystkich pozdrawiam!
kupa
kwiecień 21, 2009
nie mam fotek….
natomiast dla zainteresowanych podam info ze juz NIE JESTEM W CUSCO!!!
TAK TAK… udalo nam sie z Katarzynka wyjechac choc ciezko bylo… nie znosimy pozegnan,,,
co do zdiec…hmmmm…
laptop mi padl, zupelnie , twardziel uszkodzony i tylko mam nadzieje ze znajde kogos w lime co mi odzyska zdiecia….. specjalista w kusko powiedzial ze tydzien jest potrzebny na odzyskanie czegokolwiek… porque¿?¿?¿?
a mialo byc tak pieknie! MIELI PANSTWO zobaczyc zdiecia z dzungli…. zdiecia z mapi czekaja ale musze miec pozadnego neta coby je zaladowac,,, a w zwiazku z tym ze jetesmy w jakims szitholu to net jest do d…
w limie cos wsadze !!! obiecuje!
pozdro dla wszystkich!!!
kusko
kwiecień 10, 2009
bardzo bardzo bardzo przepraszam za zastoj ale moj laptok padl jak chora krowa i nawet juz go nie moge wlaczyc….azdiec nowych mam conajmiej na 3 wejscia … mam tylko nadzieje ze jak0s dam rade je odzyskac z twardziela .-(
eny wej jestem w kusko ale tylko jeszcze tyudzien!!! nie wiem czy sie cieszyc czy plakac… juz dzisiaj zaczelam tesknic za tym miastem,ale z drugiej strony po trzech miesiacach spedzonych tutaj mam juz chodzone i chcewyruszyc w trase!!!!!
ruszamu z Katarzynka z krejzi brazylejros do boliwiiiii!!!
duzo sie wydazylo PRZEZ OSTATNIE DWA TYGODNIE I AZ PLAKAC MI SIE CHCE jak pomysle ze wszystkie zdiecia chuj strzelil….
tak wiec 20go w chostelu pojawili sie blizniacy z kumplami – razem czworo kompletnie jebnietych kolesi z kanady. to byl najlepszy czas dla mie spedzony tu w kusko . razem pojechalismy na 8 dni do dzungli ( mam nadzieje ze dam rade odzyskac zdiecia i wstawic je na bloga…) a jest co ogladac i o czym pisac- jak na przyklad magiczna noc w srodku dzungli gdzie z szamanem wszyscy spozylismy ayahuaske (silny halucynogen otrzymwany droga smyrlenia z dwoch rodzjow rslin dzungli amazonskiej) nocne wyprawy do dzungli , rozmowy do rana i kolektywne zyganie po wypiciu peyotla….
eny wej wysmaze notke na ten temat.
natomiast jutro jade zobaczyc maczupiczu – w koncu- hehehehe
ale w raczej niekonwencionalny sposob. jedziemy tam samochodem- Wagner brazylejro z ktorym pracujemy i ktorego z Katarzynka nazywamy synem z racji na wiek mlody oraz z jego kumplem Rodrigo jakowoz brazylejro tez. poniewaz wjazd na mapi kosztuje fortune postanowilismy zakrasc sie tam noca i wkrasc niepostrzezenie bez uiszczania owej oplaty…dam znac jak nam poszlo! tzymajcie kciuki!!!
ponizej pare fotek z kusko

miesny na targu

kwiaciareczka

miod

boskie uliczki kusko

kosciol next door

boskie uliczki…

u tej pani jemy prawie codziennie

glowna ulica kusko

kusko by night- widok z mitology….

back street boys!

zielarka?¿?¿

random

photo shop- b&w

el ninio

targ
1
pani
JÓZEK … NIE DARUJE CI TEJ NOCY…..
marzec 15, 2009
CZYLI MITOLOGIA W MITOLOGY ! ! !
A miało byc tak pieknie……
SAŁATA już mię nie kocha! ! ! !
no i chyba nie mam juz chlopaka? albo mam tylko czegos nie rozumiem…
Józek zachowuje sie dziwnie- pierw nie zwraca na mnie uwagi i ostentacyjnie obsciskuje sie z nie pierwszej świeżości i urody niemra- fuuuu….- miedzyczasie obtancowuje wszystkie laski tylko nie mnie… szpieguje co robie i stosuje taktyke zaczepna do wszystkich kobiet na parkiecie … a do tego molestuje Katarzynke glupimi pytaniami o mnie. nie mamy pojecia z Katarzynka o co chodzi? Peruano sa dziwni…
niestety Jozka widuje codziennie w salsa klubie i musze utrzymywac z nim poprawne stosunki jakowoz chce tanczyc no i po prostu dobrze sie bawic!
generalnie krecimy z Katarzyna okrutne beczki z mojej Salaty…
ponizej kilka fotek Jozka prowadzacego ..lekcje.. salsy w naszym ukochanym klubie MYTOLOGY wraz z Charliem i Cindy. ( cindy to ksywka- cin dientes czyli bez zebow…. o nim tez mozna by bylo duuuzo napisac zreszta o Charlim tez hehehe )

JOZEF SALATA , CHARLI A CINDY BAILAR
(Jozek to ten czerwony)

salsa lekcje w mitology polegaja na tym ze dwoch , trzech lub wiecej nauczycieli salsy tanczy podstawowe kroki a za nimi dziki tlum panienek tanczy co oni kaza ! (wlaczajac mnie of korz bo uwielbiam te ”lekcje”

BASICO NUMERO QUATRO - CZYLI KROK PODSTAWOWY NR. 4

PO PROSTU MÓJ BYŁY….

BASICO NUMERO DOS. . .
no czyz jozek nie jest fantastyczny??- wszystkie oczy skierowane na niego…..

CINDY I NETO : tym razem to jej prawdziwe imie- nasza kumpelka do tanca i do rozanca heheheh….
FOLOATING ISLANDS AND AMANTANI CZYLI TITICACA
marzec 9, 2009

Dziekuje ohydnie za komentarze!!!! wsadzenie tych 25zdiec kosztowalo mnie okolo 5 godzin…. internet do bani i moj laptok tez do bani…. ale czego sie nie robi dla milych ogladaczy….

plywajace wyspy -























WATER WAR IN CUSCO…
luty 27, 2009
dzyzus cusco jest zajebiste! zawsze dostarczy mi tematu na blog! nie bedzie nudno! ale bawiam sie ze moze byc zadziej,,,
jestesmy z Katarzynka strasznie zajete-tak bardzo ze tesknie za nia bo malo czasu ze soba spedzamy!!!
albo ja chora albo Katarzynka zdycha w wyrku…albo ja znikam na grande fiesta albo Katarzynka baluje na ulicach cusco z salseros….
referujac do ostatniej notki to chyba Józek czaly czas jest moim chlopakiem
)) znaczy tanczy ze mna- czasem i fisiuje !
mimo ze zajete okrutnie praca i nie tylko-niedziela zawsze jest wolna wiec nadrabiamy z K. zaleglosci! na ten przyklad w ostatnia niedziele w sukienkach (coby szybciej schlo….) mokre od stop do glowy biegalysmy po ulicach cusko i nakurwialysmy w lokalesow balonami z woda….
tak wyglada poczatek karnawalu w peru…. wszyscy mokrzy i nie ma litosci dla tych co nie maja amunicji,,,,
szykowalismy sie w hostelu przez dobra goszine! 15 osob i kolo 200 balonow z woda! kolesiowie na prawde profesjonalnie podeszli do sprawy – plecaki z balonami ,siatki i szybki system napelniania woda szajsowych balonow!!
z okrzykiem ,,lets go for fuckn’ war” na ustach ruszylismy w miasto czyli chcielismy dotrzec do glownego placu oddalonego o jakies 5 min ,
…ciezko bylo…. stracilismy duzo amunicji… byli ranni… (siniaki- czszegulnie laski-jakowoz lokalesi nakurwiali w nas z calej sily…) po dotarciu na miejsce co zajelo nam z pol godziny okazalo sie ze nie bardzo jakas bron nam zostala i generalnie zosalismy zmasakrowani przez tubylcow…. niejednokrotnie w wieku lat 5-6 heheheh ale byli tez profesionalni zawodnicy z pompami wodnymi ,sprejami piankowymi oraz wiadrami!!!
mokszy , znokautowani ,bezbronni ale zajebiscie szczesliwi wrocilismy do hostelu…dalej napelniac balony woda ….
niestety my juz nie poszlysmy dalej robic rewencz bo bylo zajebiscie zimno . za to spedzilysmy 30 minut pod goraym prysznicem! a chlopcy ruszyli do walki masakrujac tubylcza ludnosc!
GRINGO POWER RULES ! ! !
zajebista zabawa! jeden z najlepszych dni mojej podrozy… nie liczac of kors dnia kiedy dowiedzialam sie ze jJoek to Salata! he he eh eh
ponizej pare fotek zrobionych przez Katarzynke jakowoz posiada ona aparat wodoodporny
PS.
wlasnie dostalam info ze w ta niedziele ma byc jeszcze gorzej…. bedzie armagedon wodny w cusco….

PRAWIE W KAPLECIE ! GOTOWI DO WALKI ! !

Z ALLANEM I WAGNEREM W SZALE NAPELNIANIA WODA BALONOW…

SIATKI BYLY NA PRAWDE CIEZKIE

PLAZA DE SAN FRANCISCO- LOKALESI W AKCJI ! ! !

UZBROJENI I SMIERTELNIE NIEBEZPIECZNI,,,,

ALLAN W AKCJI ! ! !

JAKE W AKCJI- NAJBARDZIEJ AGRESYWNY I PROFESJONALNY W NASZEJ GRUPIE, NIE MIAL LITOSCI NAWET DLA DZIECI….

ZADOWOLENI PO UDANEJ AKCJI….

TU WLASNIE PRZYJELAM NA KLATE ZE CZTERY BALONY…..

TU PRZYJELAM NA KLATE I NA PAPE…..

TU SZYKUJEMY SIE DO ODWETU.

PLAZA DE ARMAS- BEZ AMUNICJI ALE SZCZESLIWI…
PO RAZ KOLEJNY PRZYJMUJE – TYLE TYLKO ZE NA PLERY I OD GOWNIARZA !
PUNO PONE MAS PHOTOS
luty 18, 2009

nie wiem dlaczego ale te zdiecia kocham !
rzadko sie zdaza zebym az tak lubila zdiecia ktore zrobilam,no chyba ze sa to te zrobione w acins. mam ochote zamiescis je osobno tak coby kazdy z was wylapal szczeguly…. wiem ze czasem nudno i szybko sie przeglada ale tym razem troche atencji prosze …. jak to zdiecie z chlopcem z maska malpy, za nim stoi chlopiec ze szklanka przyssana do geby,,,, taki szczegół….
nie lubie sie pałować nad wlasnymi zdieciami ale czasem sa wyjatki,,,, titicaca tak mi nie zrobilo jak ta impreza w puno!
CANDELARIA PUNO 2009
swieto matki boskiej hmmm….swieczkowej ktore odbywa sie raz w roku i trwa dwa lub trzy tygodnie. w tym czasie grupy taneczne z calego peru , codziennie paraduja po ulicach puno pokazujac stroje i tance! jest to gorcy okres dla miasta – nikt nie pracuje wszyscy sie bawia i… chleja pifko!
chleja ze tak powiem z fasonem- wszyscy jak okiem siegnac i od wczesnych godzin rannych!
od 6 tej rano znaczy do 18 tej gdzie wszyscy zaliczaja niezła bombę a potem ida jesc i pic dalej. w tym czasie spozycie piwa w puno jest rowne temu co cuscenianie wypija w ciagu pol roku…. to sie nazywa zabawa! ! !
salud!























COS INNEGO
luty 15, 2009
ciagle w cusco,,,,
czuje się już jak w domu. szczególnie kiedy na ulicy spotykam znajomych lokalesow z ktorymi milo ucinam se
pogawędkę… no teraz kiedy przeżyłam chwile grozy odczuwajac po raz pierwszy w życiu trzęsienie ziemi…
chora ciagle jestem -niestety czego mam po dziurki kurwa w nosie,,,,
no ale prowadzenie bloga to nie przelewki i wrodzona odpowiedzialność ,,he he oraz rzetelność hle le hle zmusza mnie do kontynuacji,,,
moj pobyt tu zapowiada sie na dłuższy i mam nadzieje ze w ciagu tego czasu blog nie umrze przez zapomnienie…
postaram sie zawsze cos wsadzić!
chronologicznie lecąc -na blogu święta! czyli lima i wielki dol!
lima – doza, strasznie zaczadziała ,tłoczna i pieknie polozona- na klifie oceanu spokojnego ! ale w zwiazku z tym ze
choroba moja w limie osiagnela pierwsze apogeum i pochlonela w huj czasu i szmalu – zdiec mam jedno!
a spedzilam tam calkiem milo swieta w towarzystwie zabojadzko-japońskim
w fantastycznym miejscu-
blue hostel -polecam wszystkim-miraflores,
tak wiec pod spodem zdiec sztuk jedna !
gazeta codzienna wydanie wigilijne ,,, i co? o czym pisza w parnej, spoconej stolicy peru w swieta?!?!
tak! o polskich pierogach! to była dla mnie niespodzinka! mila bałdzo!
wiec bon provecho! ! !

..QOSQO..
luty 10, 2009
ciagle w cusco !
tyle tylko, ze tym razem z KATARZYNKA moja !!! i mam wrazenie ze po raz kolejny plan- lub brak planu ulegnie zmianie,
czyli zostane w cusco dluzej niz myslalam.
jak powiedzial doktor powinnam w rybie natychmiastowym opuscic to miasto poniewaz wysokosc ,suchosc powietrza lekka astma nie pozwola mi na kompletne ,calkowite wyleczenie,,,tak wiec cheram dnie cale i udaje ze jestem twarda,,, popalanie fajeczek ,popijanie oraz lekkie ale imprezowanie nie sprzyja rekonwalescencji….a zapowiada sie ciezki czas z Katarzyna
no i Mapi czeka za miedza…
ale coby nie zaniedbywac drogich ogladajacych zrobijam se krotka wycieczke do puno, z kompletnie rabnietymi laskami z danii oraz holandii i z ktorej to wyprawy pokaze dwa zestawy zdiec-jakowoz w terminie pozniejszym gdyz musze je jakos posortowac a komputadore chodzi jak leniwa… zdzira!!!
no i beda spodnie w paski! ! !
pozdrawiam wszystkich staropolskim OJ!!