CUSCO part one
styczeń 29, 2009

jakby kto pytal to jestem w cusco!!
pomyslalam ze dla odmiany pokaze pare fotek z cusco.
w zwiazku z tym ze wszyscy mnie opuscili,,,rąbnięty argentino mauro, aussie ysrael który nakorwial całymi dniami na samponii czyli piszczalkach peruwianskich i banda nieletnich brazylejro tez zwiala – mam czasu wiecej i okiem trzeźwym spogladam na świat.
cusco jest zajebiste…z przykroscia musze przyznac-bedzie mi trudno stad wyjechac niestety. to duze masto-300 tys mieszkancow a sprawia wrazenie malego miasteczka-przynajmniej ta czesc dla gringo
milo przytulnie i bezpiecznie…
w przyszlym tygodniu znowu ide do szkoly… czyli pobyt moj tu na pewno sie przedluzy- a Mapi czeka
PS.
wlasnie droga zakupu nabyłam lokaleskie spodnie peruwianskie w prazki,,,,, i wygladam jak hipis,,,,
jedyne 15 zyli! chajalo sie! na moich ukochanych bojówkach nie ma juz miejsca na łaty….
nienawidze worpresssss!!!! na frjsbuka latwiej i prosciej zdiecia sie laduje,,,, osiwieje przez to podrozowanie,,,
HUANCHACO- senny raj
styczeń 27, 2009
CIAGLE W CUSCO….
zimno i pada,,, jestem juz tu prawie miesiac i wcale nie czuje uplywu czasu
szczegulnie umknal mi poprzedni tydzien,,,
mocna ekipa goscila w Pirwa Hostel i niejednokrotnie wracalo sie o wschodzie slonca do luzeczka,,, jakowoz z tego powodu przepraszm za cisze w eterze!!!
cusco to specyficzne miejsce- ludzie spedzaja tu zwykle wiecej niz tydzien ,sa tacy co siedza 2tygodnie i nie widzieli machupicchu… so tacy co miesiac u koczuja in front of komputadore. jest duzo do aobaczenia wiec ludzie zawsze wracaja.
zaczynam czuc sie jak lokaleska. doataje dobre ceny w zaprzyjaznionych jadlodajniach i u pani na rogu gdzie kupuje dropsy oraz fajeczki na sztuki. zaliczylam juz tu dwie imprezy urodzinowe oraz pogrzeb. dostalam dodatkowa fuche w szkole -projektuje plakat ,ulotki itp. powoli zapuszczam korzenie,,,, a to niestety nie dobrze!
ponizej kilka fotek z baaardzo sennego huanchaco gdzie sa najdluzsze fale pacyfiku -dochodza do 4km! !
raj dla serferow! niestety kurewsko zimna woda!!! bez pianki nawet latem nie wchodza do wody!!!!
milo, tanio lokalesi przemili,,,ale trzeba bylo spadac -lima wzywa!!!
ps.
wordpress sucks!!!!
walcze i walcze coby te zdiecia jakos ladnie poukladac a wchodza na strone jak chca!!!!!
wiem ze jestem ulomkiem komputerkowym ale czasem- nie czesto udaje mi sie .ladnie. wszystko wsadzic,,,
Cagla walka z systemem
ja pier….. napisalam komentarz do kazdego zdiecia! i co???? nic???? nie ma ….az nerw mna targa!!! tyle pracy!!!
ale tranquilo,kiedys opanuje te sztuke.
FRANKENSTEIN
styczeń 21, 2009

czyli zupelnie z innej beczki….
frankenstei- czyli hostel w ktorym zamieszkalam zaraz po przyjezdzie do cusco. zarezerwowany przez Katarzynke i szeroko przez nia reklamowany….. postanwilysmy na wariackich papoerach-ponownie sie spotkac i razem uczcic nowy rok !!!! mimo ze bylam zajebscie chora dalysmy rade!
drogi nasze znowu sie zeszly i …rozeszly
jesli ktos ma ochote poczytac o frankenstainie odsylam do bloga rudej
http://rudawazji.blog.pl/
a jest o czym czytac bo hostel to charakterystyczny nie lada…


KUELAP, Chachapoyas,Peru
styczeń 20, 2009

nciagle w cusco – tym razem odkrywam walry smakowe miejscowego bronka perkas-jakowoz taniego i smacznego!
znaczy chyba juz zdrowa jestem
zupelnie nie wiedzielismy czego sie spodziewac po kuelap poniewaz majac malo czasu wybralismy szybko jedno z wielu ciekawych miejsc do zobaczenia w rejonie chachapojas.
kiedy dotarlismy do celu zatkalo nas!!!
jak do tej pory to naladniejsza kupa kamieni jaka widzalam- nie za dlugo bo -mam nadzieje,ze udam sie w koncu na machupicchu ![]()
a moze dlatego ze troche na pale to zeobilismy i byla niezla przygoda!
ale moze od pocztku:
w zwiazku z tym ze nie jastesmy z Jazzzylem fanami wycieczek zorganizowanych postanowilismy sami zwiedzic kuelap.
nic prostrzego-colectivo-czyli pierdulasto- syfiasty minibus do Tingo a potem z buta 10 kiloskow …
no ale kto pozno wstaje ten potem ….sie miota!
tak-10 km to nie duzo ale nie wzielismy pod uwage faktu ze to jest solo pod kurwa gorke i to nie bylejaka bo prawie 1000m !!!
do tego jazyl dzien wczesniej zjechal z amazonki wiec nie byl za bardzo zaklimatyzowany na wysokosci wiec – mas o menos- mniej wiecej w trzech czwartych trasy zaczal mi chlopak mdlec….. ale jakos reztkam sil dal rade ….
to co zobaczylismy przeszlo nasze wyobrazenia! kuelap rules!
wyladowalismy u celu jakos tak ze w tym czsie powinnismy byc w polowie drogi z powroyem .gdyz jakowoz ostatni ransport do chacha odchodzil za dwie godziny… no ale kto pozno wstaje,,,
wiedzielismy juz ze nie damy rady zdazyc na autobus wiec nie bardzo sie spieszac i nie bardzo wiedzac co zrobic z powrotem zostalismy w kuelap jakies trzy gdzinki…. bosko -zero turystow -tylko my i lamy.po prostu – zajebiscie ! nwet gadac nam sie nie chcialo bo slowa niszczyly to co widzielismy….
no ale w koncu trzeba bylo wracac….a wody brak i pozno. wyblagalismy w malej wiosze butelke wody -a to preszes poniewaz wode musza dostarczac sobie manualnie…10 km pod gore….i ruszylismy w dol.
i tu sie zaczyna przygoda poniewaz w polowie drogi zlonko nam zaszlo i w po ciemnosci trzeba bylo wracac. na szczescie byla pelnia co prawdz ksiezyc kryl sie za chmurami ale dal nam odrobinke swiatlosci i bylismy w stanie metoda tiptopkowa posuwac sie na przod,,, mniej wiecej 4 godziny pezlismy w dol… nie bylo lekko jalowoz nie byla to sciezynka gladka tylko wyrwana gorze skalista sciezka pelna luznych kamieni i zasdzek . powinnam dodac ze bardzo stroma i kurwa kreta! i latwo bylo zja zgubic!
ale nic sie nie dzieje bez przyczyny na tym swiecie,,,,
w pewnym momecie zapragnelismy odpaczc – albo dac odpoczac naszym biednym zmeczonym ciemnoscia oczom , spojzelismy w gore -i cud ! swietliki! zyliony! zyliardy ,tryliardy swietlikow ! ktore dawaly na prawde duuuzo swiatla! patrzac w dol, przed siebie nie widzielismy zadnego!?!? natomiast patrzac do gory pokazaly nam sie oswietlajac to co blisko i oddalone zbocza!
magiczne przezycie…. troche wygladalo to jak cmetarz sopocki w dniu swieta zmarlych…
j, powiedzial ze nie nigdy nie myslal o zyciu w kategoriach smierci…..magiczna chwia!
troche grafomania ale uprzedzalam!
eny wej dotarlismy do zagrody okolo22. wyczerpani raczej ,glodni i spragnieni. na czszescie jedyna we wiosze jadlodajna byla czynna i wjebalismy – pojjo ala brasa – czyli kurczaczka z ryzem…. i probowalismy zlapac stopa… dodam tylko ze droga z x prowadzi do cajamarki i potrzeba 2 dni coby tam dotrzec wiec nie jest to droga o naterzonym ruchu…. dalismy sobie czas do 00.00 a potem -buskar-szukanie noclegu- we wiosze o szesciu domach…. ale bingo! rozklekotana brudna fura ( trzeci samochod z rzedu w ciagu 2 godzin!!!) sie zatrzymala!
i tu w sumie kolejna przygoda
bo trzech kolesiow w srodku i niby si… do czasu gdy sie okazalo ze chloaki se popijaja! i to nie byle co! domowej roboty pedzone pisco (taki bimber pwruanski) ciaply z plastykowej butelki! ochyda! ale chetnie golnelam se nie raz z kierowca coby na zawal nie zejsc…a droga kamienista i kreta ,gorska,,,, i reflektory nie dzialaly za bardzo….
no ale dojechalismy cali do chacha i nawet chlopaki forsy od nas nie chcieli…
jedyne o czym mazylismy to prysznic i kordelka….
moze wroce do chachapoyas bo jest tam mnustwo ciekawych miejsc do zobaczenia, niestety spieszylismy do limy ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
CUY – CZYLI SWINKA MORSKA AL’A CHACHA ;-)
styczeń 18, 2009



CHACHPOYAS un muy bonito pueblo…
styczeń 17, 2009
ciagle w cusco… a Mapi czeka za rogiem. tak pieszczotliwie tubylcy mowia o machupicchu….
pracuje a teraz dodatkowo uczeszzcam do szkoly wiec czasu nie mam ani troszke… a zdiec w cholere ….
hostel w ktorym pracuje i generalnie koczuje ,pelen jest brazylejros i argentinos jakowoz nacje te maja wakacje- jedyne 2 miechy…tak wiec hordy 18-20 letnich nawalonych w trupa gowniazy przewala sie cala noc i to wcale nie na paluszkach….
biorac pod uwage ze w moim dormie jest jedynie
12 lozek to wcale nie jest cichutko….
Ponizej kilka fotek z tranquilo ,czyli spokojnego sennego chachapoyas
BANOWSKIE DZIEWCZYNY!!! DZIEKUJE STRASZNIE ZA MEJLE- odpisze wszystkim skwapliwie tylko troszke pozniej gdyz teraz jakos czasu mi brak…..
pozdrawiam wszystkie Babki przeokrutnie!
ciao!
DROGA DO CHACHAPOYAS…
styczeń 11, 2009
HOLA!
droga do Chachapoyas-muy muy linda!!!
Pedze i pedze juz drugi dzien,,,postanowilam udac sie tam droga lekko okrezna mas o menos trzy razy dluzsza…..
i znowu warto bylo!!! nie wazne ze pierwsze 150 kilometrow zrobilismy w 7 godzin i niewazne ze autobus byl super pierdulasty i ze kazdy pasarzer mial smierc w oczach przy kolejnym zakrecie! wszystko niewazne!
zdiecia tego nie oddaja ale jedna z piekniejszych tras jakie zrobilam! na pewno jesli chodzi o Peru!
CAJAMARCA -CELENDIN
styczeń 9, 2009
HOLA!
caly czas w cusco…..
racuje 5 godzin dziennie na recepcji,,,, wziawszy pod uwage fakt ze moj hiszpanski jest gorszy niz zly a wiekszosc gosci to argentynczycy lub brazylejros a gringo ,ktorzy tu przyjezdzaja znaja dobrze hiszpanski-daje sobie rade calkiem niezle,,,,,he he he he
za5 godzin pracy mam wygodne lozko z wieeelka puchowa koldra ,sniadanko (bulka z dzemem ,kawa i sok ) oraz 4 nuewa soles (ok. 4 zyla) na lancz! not baaad!
od poniedzialku ide na lekcje hiszpanskiego! to sie nazywa profesjonalne podejscie do pracy !
ponizej widoczki.
trasa z wybrzeza na druga strone gor. okolo 500 kiometrow, zajelo mi to 3 dni, czesc pierwsza gdze zladowalam w celendin i miejscowy pastor , a wlasciwie jego zona wzieli mnie pod swoj dach! ugoscili po krolewsku a rano odprowadzili na autobus… szkoda ze nie moglam tam zostac dluzej….
SIPAN, TUCUME, LAMBAYEQUE
styczeń 2, 2009
01.01.2009
SPELNIENIA MARZEN i MILOSCI W NOWYM ROKU ZYCZE WSZYSTKIM ! ! !
jakby co to jestem juz w Cusco od 4 dni.i zdycham… kaszel ktory mi sie zaczal niewinnie hmmmm….dawno temu ,gdzies w Quito , narastal ,rozwijal sie i kwitl z zamiarem zabicia mnie tu w cusco!
widzialam sie z doktorami i owszem ale tylko antybiotyk konoway byly wstanie mi przepisac… tak wiec tu w cusco znalazlam w koncu dobrego pana doktora !!! i zalegam,,,,, kroploweczka codzien rano ,,, i niestety nic na P: pic ,palic itp nawet spacerki przyprawiaja mnie o zadyszke … i gnije tu ….
cusco chyba jest ladne
na pewno zycie nocne jest tu zjebiste -mix lokalesko gringowski plus salsa!
dla niewtajemniczonych dodam ze zara za rogiem jest Machu Pichu. pare kiloskow za miedza…. i nie mam pojecia kiedy tam sie udm…
miedzy czasie zajme sie grafomania -z mudow- chwilowo only- i wstawianiem nowych fotek!
ponizej zdiecia z bardzo ciekawych wykopalisk. piramidy w tucume,lambayeque kultury sipan. na mapie krolestwo to zajmowlo polowe obecnego peru i poludnowy kraniec ekwadoru w placzeniu z chan chan- (chan chan w nastepnym odcinku;-)) niestety inkowie wykuzyli ich jakies 500 lat temu a el nino pozamiatal co zostalo…
w peru jest mnustwo tego typu miejsc niestety inkowie przycmili wszystko !!!
muzeum w lambayeque jest zajebiste! jak organoleptycznie nie znosze muzeow tak to obieglam dwa razy.niestety zakaz fotografowania obowiazywal.
ponizej piramidy w tucume caly czas trwaja tam prace wykopaliskowe.







































































































































































































































