San Agustin

wrzesień 29, 2008

..a my juz jestesmy w ..Ekwadorze!!! jupi!

 zrobilysmy z K. szybka akcje!

 a bylo to tak, po morderczej podrozy z San agustin do Popayan ktora trwala 6 godzin a przejechalismy tylko 120!!!! kiloskow mialysmy chyba dosyc kolumbii i na dworcu autobusowym ,szybkim TAK zdecydowalysmy sie jechas do Ekwadoruuuuu!!!

i dobrze bo zdazylysmy na najweksza w ameryce poludniowej cepeliade w otovalo /ekwador!!

ale o tym pozniej!

 ponizej fotki z San agustin gdzie przebylam okrutna angine ropna i musialam lykac antybiotyk a nie bronki….

 kolejne miasto w zona kafetera gdzie na amen zakochalam sie w koldylierach ,zwiedzanach tam na konikach!

…u cioci na imieninach…

wrzesień 25, 2008

hmmmm …. kilka zdiec z Armeni a wlasciwie dkumentacja jednego dnia. zostalam zaproszona na lancz  polaczony z wycieczka obiazdowa na plantacje kawy i bananow . nie wyjasnie w jakich oklicznosciach spotkal mnie ten zaszczyt ale z Katarzynka beki krutne z tego krecimy

i nawet se kurna zajarac nie moglam bo nie wypada…..

SALENTO

wrzesień 23, 2008

oh salento….. tu dopiero poznalam , doznalam prawdziwej kolumbii! prawdziwej ameryczki!!!

zaglebie kawowe-zona kafetera-w koldylierach centralnych . boskie widoki….zielonosc ma tu zyliard odcieni! i sa jebane tarantule  oraz ladne ptaszki!!!

 kolorowe budyneczki z drewniankowymi balkonikami, leniwie przemykajacy tubylcy-zawsze usmiechnieci… faceci w kapeluszach i ponczach z maczetami u boku…. kluby bilardowe gdzie tylko ombres-dziady wala w 3kulkowego bilarda na kase ,popijajac ochydna anyzowa wodke lub rum…
gdzie wszyscy maja czas zagaic ze mna ,zapytac czy lubie salento,kolumbie ,kawe… zatrzymane w czasie miejsce…tylko troszke tu kurna zimno ale niestety bedzie juz tylko gorzej…
 pozbywamy sie sukieneczek ,topikow i mazymy  sobie z Katarzynka  o nowych fajowych ponczach, rekawiczkach  oraz wypasionych spiworkach…..
oto pare fotek:

 

taaaak mozna se wjechac na gore medellin no chyba ze sie jest takin cykorem jak ja i se wysiadzie na pierwszj stacjiiiiii, troche mam lek wysokosci i niestety nie dotrwalam do ostatniej stacji, Katarzynka i owszem nawet se zjechala spowrotem – na tym samym bilecie he he he ja natomiast mialam niepowtarzalna okazje dymac z buta w dol po barrrdzo stromej i bardzo lokalnej dzielnicy ;-)

w m. jest metro naziemne laczace dwa konce miasta a kolejka linowa jest jego przedluzeniem-sprytne he?!

Medellin

wrzesień 22, 2008

for male sex-pests -jak powiedzial zaprzyjazniony angol lub plastik fantastik jak zauwazyl italiano…. a ja tam sie dobrze bawilam he he he

kilka fotek z miasta gdzie urodzil sie botero i polegl eskobar. pablo zreszta ;-)

ps.

to cos to iguana. zyja se takie potwory w parku w cartagenie, byly tez przemale,przebrzydkie malpki ale niestety nie malam ze soba aparatu…

..

balkony c.d

wrzesień 19, 2008

Cartagena-miasto balkonow

wrzesień 19, 2008

znowu mam duza glowe….. pifko i salsa do rana -tym razem w Armenii (godzinka jazdy samochodem od Salento miasto nie warte odwiedzenia no chyba ze chce sie tanczyc ;-) ))

ponizej lub powyzej zdiecia z cartageny-

ps.

wulkan to czysta natura-troszke malutki wiem ale naturalny

WULKAN BLOTA!!!!

wrzesień 17, 2008

tym razem cos do smiechu-

zrobilysmy se z K wycieczke coby zobaczyc wulkan blotny , ktory jest polecany w przewodniku jako jedna z atrakcji niedaleko cartageny!!!!!! tak wiec pojechalysmy i prawie ze smiechu peklysmy!!!!

wulkan okazal sie pierdulasta gorka na ktora wchodzi sie po schdkach, juz w strojach kapielowych aby na gorze wskoczyc do dziury pelnej blocka (niewielkiej dziury…) :-)

zabawy smiechu bylo po…pachy… fisiowalysmy jak dzieci !!! wulkan rules!!!

nabylysmy nawet droga kupna mala butelke blocka aby kontynuowac zabiegi pieknosci w domu… i targam te butle jak pojeb…..

Tyrona Park

wrzesień 16, 2008

siedzimy z Katarzynka w Salento…… cicha,mala, spokojna wiocha otoczona nieziemskimi krajobrazami. jest za to niezaciepo- musialysmy przeprosic sie z termcznymi pizamkami zakupionymi w norwegi oraz wydobyc pulowerki katanki i pledziki! pocieszajace jest to ze nie jest -na szczescie tak kurewsko zimno jak w Bogocie! wczoraj zrobilam wycieczke do Cokora-przepieknej dolinki polozonej w gorach-20 kilosow na rowerze… i do tego 10 kilosow na koniu….a doprawilam sie kilkoma godzinami salsy w pueblo spelunie… dzisiaj wiec siedze przy komputerze bo dupa mi odpada!!!! w zwiazku z tym zamieszczam foty:

Tyrona park- udalysmy sie tam wypoczac po treku i zakisilysmy   ogora- starym zwyczajem- piec dni. sielskie plaze pocztowkowe krajobrazy…. dotrzec tam mozna tylko lodzia -2h- albo trekujac 1,5 h przez dzungle. oczywiscie wzielysmy lodke coby przemycic na plaje butelczyny z rumem i troche prowiantu-bo tam drogo. zjaralysmy sie przeokrutnie i przesiaknelysmy slona woda doszczetnie! ale warto bylo!!!

Cudiad Perdida trekking

wrzesień 11, 2008

dotarlysmy z Katarzynka cale i zdrowe do medellin choc z 5cio godzinnym opoznieniem….. dwa razy autokar byl zatrzymywany przez wojsko w tym raz skrupulatnie przeszukiwano bagarze. mialysmy tu dotrzec rano a zrobilo sie popoludnie i caly misterny plan w pizdu….. tak wiec znowu kozystamy z wajrlesa i moze uda mi sie zamiescis zdiecia.

Ciudad Perdida- zaginione miasto indian Tyrona w sierra newada de santa marta. trek trwal 5 dni. trzy dni dymalismy pod gorke w pocie i znoju.  ale tylko do wczesnych godzin popoludniowych jakowoz deszcz ulewny codzienny nie pozwalal na dalsza wedrowke.  

potem dwa dni w dol ktore byly mordega okrutna…. w deszczu ktory niestety zacza lac od rana i blocku po kostki…. ale dalam rade! nie taki trek straszny jak go maluja!!! 

bez pradu

wrzesień 10, 2008

goraco (bardzo) witam wszystkich ogladajacych!

jestesmy z Katarzynka w cartagenie ,a wlasciwie zaras z niej wyjezdzamy- zadna rewelacja ale bardzo nam sie podoba dzielnia w ktorej mieszkamy,

ale do rzeczy- komputador mi sie troche popsul…. i nie mam zdiec… brak dostepu do dysku D gdzie wszystko skladuje! niestety zbyt malo czasu mam coby tu znalezc doktora!

mam nadzieje ze w medellin ,gdzie beziemy jutro rano uda mi sie znalezc pomoc!

dodam tylko ze miedzy czasie bylysmy z K na zajebistym treku do Ciudad Perdida gdzie walczylysmy z dzungla sierra nevada de santa marta, potem przez piec dni wygrzewalysmy gnaty , pilysmy rum i pifko na rajskich plazach Tyrona Park ,skad bardo trudno bylo nam wyjechac… w obu tych miejscach nie bylo oczywiscie dostepu do neta he he he a nawet pradu!!!

zdiecia beda i owszem , prosze o cierpliwosc!!!

zegnam staropolskim OJ!